projekt Orli Dom


Andrzej-Ludwik Włoszczyński

Symbolika bieli i czerwieni

10 grudnia 2011

Poniższy tekst powstał na podstawie książki Rudolfa Grossa „Warum die Liebe rot ist. Farbsymbolik im Wandel der Jahrthausende.” wyd.Econ Verlag, 1981 (polskie wydanie WAiF 1990) i moich nad nią przemyśleń. Autor koncentruje się co prawda zdecydowanie na kręgu kultury niemieckiej, ale nie jest to  zbytnią wadą, choć szerszy obraz porównawczy byłby niewątpliwie cenny.

Jeśli spojrzeć na historię, ba nawet prehistorię trzeba tu uwzględnić, symbolika barw czerwonej i białej,  uczciwie mówiąc , nie jest niczym szczególnym ani wyróżniającym Polskę  w kręgu europejskim, zresztą nie tylko.

Symbolika pierwotna, wspólna dla wielu obszarów kręgu europejskiego, to jednak nie to samo co symbolika barw danego kraju, a więc przypisana konkretowi państwowemu bytowi czy terytorium. Choć  i tu znajdziemy wspólne korzenie czy odniesienia.

Można by zacząć nieomal od Adama i Ewy, gdyby nie to, że są starsze niż biblia świadectwa archeologiczne poświadczające używanie biało-czerwonej symboliki, jak choćby bliźniacze świątynie na szczycie najstarszego zikkuratu sumeryjskiego, biała i czerwona (za Zacharia Sitchin „12 planeta”). Jak by na to nie patrzeć tam właśnie można upatrywać początków naszej cywilizacji i tam wszystko było „pierwszy raz”.

Ale też zwróćmy uwagę na prehistoryczne ceremoniały pogrzebowe z czerwoną ochrą. Pochówki bogato osypane ową czerwienią ochry, jako darem sił, witalności i płodności na tamten świat. Bo owa płodność jest nieodłącznym elementem witalności i życia, a co za tym idzie związana mocno z czerwienią, vide Wenus z Wilendorfu , jak twierdzą badacze obraz bogini płodności, powleczona niegdyś cała kolorem czerwonym (ochra).

Wenus z Willford

A skoro cofnęliśmy się do pierwocin – w naszych barwach narodowych trudno byłoby odczytywać współcześnie symbolikę pierwiastków pierwotnych, żeńskiego i męskiego, a jednak ta symbolika, odrębnie i wspólnie, sumująca się w „życie”, istnieje niewątpliwie. Jakże jednak przyjąć owo pierwotne odwołanie do tych pierwiastków – czerwień to przecież archaiczny symbol krwi menstruacyjnej, pierwiastek żeński. Biel, co wielu zdziwi, to pierwiastek męski – symboliczna sperma, element zapładniający. Obie barwy występując łącznie emanują zatem symboliką życia, żywotności, przetrwania i tego wszystkiego co można zamknąć w określeniu „siła witalna”.

Do dziś żywe tej tradycji i symboliki przykłady można odnaleźć na terenie Europy. Tradycje przedchrześcijańskie, oparte o symbolikę dawną, widać choćby w praktykowanej do dzisiaj w Bułgarii martenicy – biało-czerwonym symbolu nadchodzącej wiosny i amulecie zapewniającym zdrowie, gdzie kobieta wyobrażona jest czerwienią, a mężczyzna bielą.

martenica, Bułgaria

Dualizm każdej z barw, w ujęciu jego symboliki, wychodzi nieodmiennie i zawsze. Bo choćby czerwień, to piekło, a zarazem miłość, czerwień jako siła życiowa i zarazem śmierć. Biel to czystość, również jako dziewictwo, ale i owa sperma. Różnice międzykulturowe dają tu jeszcze szersze spektrum dualne – europejska czystość bieli dla panny młodej i równolegle biel, jako kolor żałoby na dalekim wschodzie.

Proste przeniesienie symboliczne czerwieni: czerwień > krew > zwycięstwo, lub czerwień > siła witalna > zwycięstwo legło u podstaw stosowania tej barwy w symbolice krajów i narodów. Bo nie czym innym jest także nasza symbolika krwi przelanej za ojczyznę, przypisana czerwieni na fladze.

Przecież nie inaczej wojownik przelewał krew  (czerwień) własną i cudzą (śmierć) by jako zwycięzca barwić krwią pokonanego własną twarz, jak właśnie dla odebrania siły witalnej tamtemu i wzmożenia swojej siły (siła życia). To nie jest li tylko symbolika stosowana w zamierzchłej prehistorii, także w czasach nam bliższego imperium rzymskiego triumfalny wjazd do Rzymu zwycięskiego wodza miał również ten symboliczny element  – twarz zwycięzca miał pomalowaną grubo czerwienią, przelał krew przeciwnika i zdobył jego witalność, jego moc, był prawdziwym zwycięzcą.

Mamy też dowód inny, owego powszechnego stosowania, właśnie czerwieni jako barwy proporców i chorągwi  – ostrzeżenie. Symbolizowanie barwą czerwoną niebezpieczeństwa, ale i tu wraca symbolika krwi – nie boimy się przelać własnej, na pewno przelejemy waszą. Sygnał jest jasny i czytelny.

Mamy tu także wykorzystanie oddziaływania barwy czerwonej na układ nerwowy człowieka, jej pobudzający charakter. powodujący  zwiększanie wydzielania adrenaliny, podniesienie się poziomu cukru, podwyższenie pulsu,zwiększenie koncentracji w oczekiwaniu na zagrożenie.

Zatem pojawia się wyróżniająca czerwień najpierw w ubiorze wodza, vide jehowa jako wódz wojsk, by szybko przejść w wyróżnik płata tkaniny na drzewcu – czerwone proporce w Pieśni o Nibelungach, czerwone proporce, a raczej chusty, wiązane  przez rzymian na drzewcu pod orłem. Kolejnym prostym przeniesieniem jest już czerwony sztandar królewski, jako początkowa egzemplifikacja król=wódz. Czerwień znów jest w tej roli królewskiej dość powszechna i dużo wcześniejsza, niż nasze sztandary. Pierwszy znany i zachowany to Oriflamme, sztandar Franków, o pięciozębnym wykroju.

oriflamme

Pierwsze odnotowane, w Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego, używanie czerwonego proporca rzymian pochodzi z okresu panowania Karola Łysego (838-877) – lanca z dwoma proporcami. Ciągłość zachowania tej tradycji widać też po przedstawieniu w jednym z ewangeliarzy Ottona III (983-100), znanego nam, tak z udziału w zjeździe gnieźnieńskim, jak i, może bardziej, z faktu koronowania, własną koroną, Bolesława Chrobrego, podczas owego zjazdu u grobu św. Wojciecha.

Zaraz jednak wkraczamy w ponowne złączenie duetu barw  białej i czerwonej, pojawiają się bowiem wyróżniki na chorągwiach, w postaci symboli, jakże by mogło być inaczej – białych na czerwonym polu, lub odwrotnie, które wraz z kształtowaniem się europejskiej heraldyki przyjmą miano godeł – lew, krzyż, orzeł, gryf itp. To pojawienie się kolejnego elementu i barwy na proporcach lub chorągwiach można traktować dwojako: z jednej strony symbol, nasz, odróżniał bardziej i indywidualizował, gdzie nasze a gdzie ich wojska, stanowił zatem punkt centralny, orientacyjny w sposób bardziej czytelny. Z drugiej strony pozwalał, poprzez barwę i godło, łatwiej budować renomę króla, jako zwycięzcy i nosiciela owego godła, choćby przez proste odniesienia symboliczne, znów odwołania do krwi, typu – zwycięski orzeł/lew/gryf w morzu krwi obcej/naszej.

O popularności i szerokości stosowania zestawienia barw białej i czerwonej, a co za tym idzie ich czytelności symbolicznej, zaświadcza bardzo duża ilość, stosowanych do dzisiaj, flag terytorialnych czy krajowych, jak i herbów terytorialnych.

Te ostatnie,czyli herby przejęły bowiem, mówię o herbach terytorialnych, barwy od proporców i sztandarów. Mamy więc ciąg przepływu barwy od weksyliów, choć to zbyt ogólne stwierdzenie i należało by ów przepływ, jak sądzę, pokazać w innym, bardziej precyzyjnym szeregu: od chusty/proporca/sztandaru do  herbu, a dalej z herbu na płaty flagi współczesnej.

To oczywiście moja wizja, tej drogi, i jak wiele innych teoretycznych rozważań jest dyskusyjna, ale możliwa do przyjęcia.

A najważniejszy jest kontekst w jakim barwa się pojawia i … zmienia jego znaczenie.

Na koniec jeszcze dość ciekawa tabela, zaczerpnięta z książki R. Grossa, prezentująca stopień rozpoznawalności zależny od zestawienia dwu barw, przy założeniu wartości 100 dla bieli i czerni:

Czerń-biel         100
Czerwień-żółtozielony     100,2
Niebieskozielony-biel     100,4
Czerwień-biel          100,7
Zieleń-żółć         101,2
Niebieskozielony-żółć     101,5
Ultramaryna-żółć     102
Czerń-żółć          104

Obrazowo wygląda to tak, jak poniżej odtworzyłem, choć trudno dociec, jaki konkretnie kolor Autor miał na myśli, określając go niebieskozielonym, czy żółtozielonym.

tabela rozpoznawalności

Jak widać mimo pozornego wrażenia zestawienie barwy białej i czerwonej nie jest najbardziej rozpoznawalnym, osiągając wartość co prawda lepszą niż czerń z bielą, ale aż o 3,3  punkta mniej od najbardziej rozpoznawalnej pary czerń-żółć, dzisiaj używanej choćby w postaci flagi startowej, w zawodach motorowych.

Komentarzy: 16

  1. [...] weksylologiczna. Popularność ta symbolicznie jest w pełni uzasadniona, vide mój tekst Symbolika bieli i czerwieni. Od momentu Rewolucji Francuskiej będzie się on pojawiał na flagach pod nieco zmienioną nazwą [...]

  2. Krzysztof Maria
    29 kwietnia 2012

    Para czerń żółć stosowana jest też w morskim oznakowaniu nawigacyjnym – Oznakowanie kardynalne. Pozostałe zestawienia to czerwone z białym (bezpieczna woda) i czerwone z czarnym (odosobnione niebezpieczeństwo).

  3. [...] Cieszą Panią zmienione gwiazdki, choć one niczemu winne i w tym naszym, państwowym, winny być, jak u Kamińskiego, a nie dziw kombinacja „trzy na dwa”. I zanim odsądzi mnie Pani od czci i wiary, bo komunistyczne niby, podpowiem drobiazg ku rozwadze – gwiazdki u Kamińskiego nie miały nic wspólnego z komunizmem, za to dużo z polskimi gwiazdkami oficerskimi, taki to był ukłon autora, w stronę Marszałka. Zresztą historia gwiazdek pięcioramiennych nie zaczyna się z erą komunizmu, tak jak nie zaczyna się z nią symbolika i stosowanie barwy czerwonej. [...]

  4. [...] z krwią kobiecą, życiem, ba, nadal jeszcze jest ta symbolika żywa – odsyłam tu do mojego artykułu „Symbolika bieli i czerwieni” [...]

  5. Jacek
    21 maja 2013

    „Zatem pojawia się wyróżniająca czerwień najpierw w ubiorze wodza, vide jehowa jako wódz wojsk (…)”
    - Ale o co chodzi, Panie Andrzeju? Jaki „jehowa” jako wódz wojsk?

  6. Jacek
    22 maja 2013

    No właśnie, nie zrozumiałem, panie Andrzeju. Nie przypominam sobie takiego biblijnego obrazu, kiedy to Bóg JHWH stałby na czele wojsk w czerwonej szacie. Nawet specjalnie przeszukałem raz jeszcze całą Biblią w poszukiwaniu takiego obrazu – nie znalazłem. Może więc chodzi o jakieś źróbła pozabiblijne i/lub jakiegoś innego „jehowę” różnego od biblijnego JHWH? Albo też to pan Rudolf Gross konfabuluje nieco w swojej książce…

    • to rzeczywiście określenie Grossa, można to odczytać na dwa sposoby. Pierwszy – miał na myśli samego JHWH, w słupie ognia (czerwień), drugie – miał na myśli dowódcę wspieranego przez JHWH. ” Stać na czele” też jest dwuznaczne, bo nie musi oznaczać głównodowodzącego a tylko pierwszego. Niemniej czerwień u głównodowodzących w późniejszych okresach się pojawia.

  7. Jacek
    23 maja 2013

    No tak, to już p.Grossa należałoby zapytać.

    Poszukując symboliki bieli i czerwieni w Biblii, niejako same narzucają się dwa fragmenty, gdzie obie barwy występują obok siebie:

    Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby były czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna. (Izaj 1:18)

    A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli? I powiedziałem do niego: Panie, ty wiesz. I rzekł do mnie: To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. (Apokalipsa 7:13-14)

  8. Jacek
    23 maja 2013

    Panie Andrzeju, cieszę się, że znalazłem te Pańskie strony. Naprawdę, kawał wielkiej, dobrej roboty Pan wykonał. Mnóstwo wiedzy, o którą trudno gdziekolwiek indziej. Trafiłem tu dzięki audycji w radiowej „Trójce” w związku z akcją „Orzeł może”. Może to jedyna zaleta całej tej akcji… Bo te różowe baloniki zamiast barw narodowych w dniu 2 maja były żałosne. A teraz, po przeczytaniu tutaj u Pana rozważań na temat odcieni czerwieni (i bieli) ten róż mdli mnie jeszcze bardziej.

  9. Jacek
    23 maja 2013

    No i ten wedlowski orzeł… heh.

    • co prawda jestem admiratorem czekolady, ale jakoś nie specjalnie mi to się spodobało. Mam jednak wrażenie, że bardziej negatywnie zagrało tu upolitycznione podejście komentatorów a i brak w nas pewnego dystansu do wielu spraw. Zbyt często stawiamy pomniki, czcimy, a zbyt rzadko zagłębiamy się w wiedzę i apolityczny ogląd zjawisk. Mamy negatywny stosunek do wszelkich „naruszeń”, ale jednocześnie odwołujemy się nie do faktów a chcenia, nie wiedząc nawet czy takie naruszenia nie są właśnie w tym do czego się odwołujemy. Zostaje nam dużo górnolotnych słów i zero wiedzy.

  10. Jacek
    23 maja 2013

    W moim przypadku niesmak był apolityczny, natury czysto estetycznej, wynikający – przyznaję – raczej z intuicji niż wiedzy. A czekoladę czarną gorzką preferuję :-)